piątek, 22 marca 2013

Estoński dowód osobisty: dlaczego my tak nie możemy

Posiadaczami estońskich dowodów osobistych staliśmy się razem z Filifionką w zeszłym tygodniu. Temat jest o tyle ciekawy, że ich przydatnośc jest o wiele większa niż naszych plastikowych zakładek do książek. Dlaczego?


Przede wszystkim dlatego, że estońskie dowody osobiste zawierają w sobie chipy zabezpieczone numerem PIN. To oznacza, że Estończycy mogą ich używać np. do załatwiania spraw urzędowych, do głosowania, jako karty miejskie, a nawet do autoryzacji przelewów w bankowości elektronicznej. Wszystko to dzięki temu, że już w 2000 roku w kraju tym uznano, że zakodowany podpis cyfrowy jest równoważny temu złożonemu własnoręcznie, długopisem. Tak, Estonia doszła do tego 13 lat temu, podczas gdy my wciąż jeszcze zmuszeni jesteśmy do noszenia ze sobą w zasadzie bezużytecznego kawałka plastiku.

Nowoczesna Estonia - co poza e-dowodami?

W zasadzie byłem zaskoczony dowiadując się o wszystkich funkcjach mojego nowego dowodu. Po kraju, który boryka się z takimi samymi problemami jak Polska - czyli naprawienie szkód po prawie 50 latach rosyjskiej okupacji, doganianie gospodarek Zachodu, bezrobocie, wszechobecny i niekończący się kryzys - spodziewałem się podobnego poziomu tego typu usług. Nie mogłem bardziej się mylić. O ile Tallinn, czyli stolica, nie wygląda najpiękniej (stare tramwaje i autobusy miejskie, zły stan dróg, takie-sobie elewacje budynków), to widać, że najwięcej pracy Estonia wkłada tam, gdzie jest naprawdę istotna. Ułatwia więc życie obywatelom dzięki właśnie takim dowodom, zapewnia szeroki dostęp do bezpłatnego Internetu (i to nie na średniowiecznych zasadach, którymi rządzi się AERO2), słowem - stawia na informatyzację i rozwój w oparciu o nowoczesne technologie. Nic dziwnego więc, że znajduje się w pierwszej dziesiątce krajów o najbardziej liberalnych gospodarkach na świecie. To jest jakieś trzydzieści miejsc przed Polską. Ciekawe, że o tym się w naszych mediach nie słyszy.

Przyznam, że będąc tu już trzeci tydzień wciąż jestem zaskakiwany różnicami w rozwoju między naszymi krajami. Poznani Estończycy spieszyli z wyjaśnieniami, że ich państwo wzoruje się zdecydowanie na krajach nordyckich. Może tutaj tkwi klucz do ich sukcesu? Daleki jestem oczywiście od stwierdzenia, że Estonia to kraj mlekiem i miodem płynący - przeciwnie, wiele problemów dotykających nas zbiera takie samo żniwo i tutaj. Jest więc bezrobocie, są niskie płace. Ale jest też potencjał i szansa na rozwój. Są zmiany. Zmiany, które widać, które ułatwiają życie mieszkańcom. Kiedy Polska wkroczy na tę ścieżkę?

13 komentarzy:

  1. Dlatego to państwo nazywa się E-Stonia ;) A nie jakaś tam PO-lska.

    OdpowiedzUsuń
  2. w norwegii jest jeszcze lepiej, nie ma żadnego dowodu osobistego. każdy ( oprócz dzieci chyba ) ma kartę bankowa ze zdjęciem i to służy jako dowód oraz do płacenia w sklepie. i po co komu dowód osobisty? tylko nie potrzebnie na to kasę wydajemy...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy, Ty chory z nienawiści Pisiorze. W Polsce jest wspaniale, mamy wspaniały rząd wybitnych fachowców i oni wiedzą lepiej co dla nas jest dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ile zarabiasz że tak pięknie piszesz o rządzie? Na prawdę nie widzisz co wyrabia z Polską? :/

      Usuń
    2. why so serious?

      Usuń
    3. Troll sarkastyczny ludzie :] W tym kraju trzeba najpierw jowy wprowadzic aby rozliczycz komuszkow;] zmieleni.pl

      Usuń
  4. Zgadza się! On tylko jątrzy i podburza spokojne, ufające rządowi spolęczeństwo. Dość mowy nienawiści!

    OdpowiedzUsuń
  5. Podziwiam estońskie władze od momentu, gdy zdecydowały się wprowadzić darmowy transport publiczny i ogólnokrajowy dostęp do internetu. Może kluczem do sukcesu tego kraju, jest fakt, że jest mały i to wymusza pewne ostrożniejsze, bardziej przemyślane działania, bo jeśli rządzący popełniają choćby najmniejsze błędy, to wszystkie ich matactwa błyskawicznie wychodzą na jaw. Nasz kraj jest duży i ma większą tolerancję na niekompetencje "elit".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnośnie darmowej komunkacji miejskiej w Tallinie to sprawa nie jest taka prosta. Z tego co dowiedziałem się na miejscu, to stolicą rządzi bardzo 'obrotny' burmistrz. 'Darmowy' transport jest tylko jednym z jego zagrań mających na celu zdobycie głosów i kolejne reelekcje. Oprócz tego magistrat wydaje własną 'bezpłatną' gazetę, która w pierwszej kolejności dystrybuowana jest wśród ubogich. Oczywistym jest, co w tej gazecie się znajduje :)

      Usuń
  6. Dziwię się, że autor posta się dziwi ;) stopniowi informatyzacji Estonii.

    Przecież nie od dzisiaj to powszechnie wiadomo, że jest to najbardziej "zinternetyzowany" kraj na świecie :). Każdy, kto sie choć trochę interesuje Internetem jako takim (Internetem nie w sensie tego, co widac w przegladarce, tylko w sensie "bebechów", które za tym stoją) i technologiami komputerowymi o tym wie, a specjalistyczne polskie pisma i portale poswięcone tym zagadnieniom (chociażby DI) wielokrotnie o tym pisały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, bebechy stojące za Internetem średnio mnie nie interesują, nie jest też stałym czytelnikiem pism czy portali które poświęcone są tego typu zagadnieniom :)

      Usuń
  7. nie mozemy, bo kraj z 1,2mln mieszkancow to nie inercyjne 38 mln.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam szukałbym powodów jednak gdzieś indziej.

      Usuń