poniedziałek, 20 maja 2013

Kontrole biletowe w Tallinie


Witam w kolejnym wpisie, tym razem po długiej nieobecności. Dzisiaj na tapecie będą kontrole biletowe w komunikacji miejskiej w Tallinie. Temat wydaje się błahy, ale być może kogoś zainteresują różnice w tym zakresie między polskimi miastami a stolicą Estonii.


O ile w temacie 'darmowej' komunikacji w Tallinie powiedziane już zostało chyba wszystko, nie widziałem nigdzie informacji na temat tego, jak przeprowadza się tam kontrole biletowe. Nie zaniechano ich bowiem - miasto jest permanentnie oblężone przez turystów, a i miejscowym zdarza się jeździć bez e-biletu.


Do napisania tego posta zainspirowała mnie pierwsza (i jak dotąd jedyna) kontrola biletowa w Tallinie odkąd tu jesteśmy, czyli od prawie 3 miesięcy. Po pierwsze, bilety sprawdzają tu nie wynajęci kontrolerzy, a strażnicy miejscy (Munitsipaalpolitsei). Po drugie, cała akcja odbywa się o wiele sprawniej: pojazd komunikacji miejskiej zatrzymuje się między przystankami, podjeżdża bus SM. Wypadają z niego strażnicy, po jednym na każde wejście do pojazdu. Następnie przystępują do kontroli, sprawdzając bilety i dokumenty uprawniające do przejazdów bezpłatnych (tu nic nowego). Kto nie ma biletu, ląduje w busie, co go tam czeka - nie wiem, nie doświadczyłem tego. Trzecią i ostatnią zasadniczą różnicą jest zachowanie się pasażerów. Nikt nie próbuje uciekać, tłumaczyć się w debilny sposób, walczyć czy przepychać się. Panuje atmosfera karności i każdy stara się maksymalnie kooperować ze strażnikami - im szybciej skończą akcję, tym szybciej pojazd ruszy dalej. Logiczne.



Cała ta akcja skłoniła mnie do refleksji na temat widoczności i zachowań służb mundurowych w Polsce i Estonii. Mieszkamy tu już właściwie 3 miesiące, a policję widziałem może ze 3 razy. Straż Miejską trochę częściej, ale ogólnie raczej trzymają się w cieniu. Najwyraźniej pracują, a nie po prostu pokazują się na mieście i uprzykrzają życie ludziom, jak to mają w zwyczaju u nas. Nie wykluczam też, że po prostu jest ich mniej - ale jeżeli tak jest i miasto ciągle istnieje, ba, ma się świetnie - to może warto pomyśleć o takim modelu i w Polsce? Być może będzie to tematem kolejnego wpisu - na mieście często widzę bowiem ludzi przechodzących na czerwonym świetle albo pijących piwo czy cydr. Bez spiny, bez problemów, kulturalnie. Ludzko :)

6 komentarzy:

  1. Policji, przynajmniej w Tallinie jest na ulicach proporcjonalnie tyle, co w Warszawie. Kontroli drogowych wg mnie mniej.
    Liczba policjantów (nadal proporcjonalnie) jest niemal takaz sama w Estonii, Polsce i USA, co można sprawdzić w źródłach w 10 minut. Więc nie fantazjuj.
    Policja nie czepia się spożywania alkoholu w miejscach publicznych, bo prawo takich działań nie zakazuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odnośnie kontroli drogowych wypowiedzieć się nie mogę, bo nie poruszam się tutaj samochodem. O liczbie policjantów nie pisałem nic, zaznaczyłem tylko, ilu ich widzę na ulicach. Czyli prawie żadnego. Nie wiem jak jest w Warszawie, ale w innych miastach Polski, w których miałem okazję bywać, patrole były dosyć częstym widokiem, czego nie mogę powiedzieć o Tallinie, Parnu czy Poltsamaa w Estonii.

    OdpowiedzUsuń
  3. W Polsce Straż Miejska często jest widoczna... jak spaceruje po mieście i zaczepia, np. rowerzystów... mogliby pracować jako kontrolerzy biletów - przynajmniej coś by robili...

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie o to mi chodziło we wpisie - wskazanie, że służba taka, jak Straż Miejska może istnieć, a nawet być przydatna - byle tylko znaleźć im konkretne, poważne zadania. Strażników Teksasu nie potrzebujemy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę śmiesznie, że autobus zatrzymuje się miedzy przystankami. Najlepiej jest to rozwiązane w UK (oczywiście nie dla gapowiczów). Autobus ma tylko przednie drzwi i nie ma możliwości żeby wejść bez biletu. Kierowca jest zarazem kontrolerem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, mieszkałem - w przypadku autobusów rozwiązanie rzeczywiście skuteczne, choć spowalniające nieco tempo wsiadania i wysiadania pasażerów. W tramwajach natomiast spotkałem się z tym, że wejść jest dużo, a w środku kręci się zawsze jakiś konduktor - niczym w pociągu. Przynajmniej tak było w Nottingham.

      Usuń